Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nick Walter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nick Walter. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 grudnia 2016

OD nick'a CD Kiara

Leżałem w moim pokoju, sam, owiany nudą codzienności. Totalnie zapomniałem o wielu rzeczach, które miałem dzisiaj do załatwienia. Opłaty, działalności, kursy, nie przejmując się nimi zarzuciłem na siebie kołdrę i zasnąłem.

***

Ze snu wyrwały mnie otwierające się drzwi wyszły z nich mnóstwo reporterów, dziennikarzy i różnych obcych ludzi. Od razu zerwałem się na równe nogi i zdezorientowany zacząłem szukać drogi ucieczki. 
-Kto ich tu wpuścił?!-zapytałem sam siebie, cofając się do tyłu pod naporem tłumu. Wszyscy krzyczeli, lampy błyskowe też dawały o sobie znać, mikrofony wręcz pchały się w stronę moich ust.
-Panie Marcus, czy to prawda, że dowodził pan grupą przestępczo-terrorystyczną "Tytani"?
-Czy to pan odpowiada za wszystkie rozboje?
-Czy wie pan, że najniższa kara za pana występki to dożywocie?
Pytania przytłaczały mnie z każdej z możliwych stron, gdzie tylko bym się odwrócił stali tam obcy ludzie.Słowa padające z ich ust zmuszały mnie do wyjścia z pokoju,  który był jakby zarośnięty parą wodą.Wybiegłem z pokoju, o mały włos nie łamiąc sobie nogi, która wplątała się w jedną z dziur w podłodze i ugrzęzła. Ponownie zacząłem biec w stronę schodów ewakuacyjnych, by być jak najszybciej na , gdyż czułem,  że mimo młodego, zdrowego i silnego ciała jestem na skraju zawału. Oparłem ręce o kolana i wziąłem parę głębokich wdechów, po czym pobiegłem na parking chcąc uciec, bo już po chwili znowu słyszałem, jak wszyscy jak szaleni biegną w ślad za mną po schodach. Otworzyłem pojedynczy blaszany garaż i od razu rzuciłem się w stronę emerytowanego pojazdu, który po chwili czekania brawurowo odpalił silnik. Dziennikarze byli już, dlatego wyjeżdżając potrąciłem jednego z nich. Wcisnąłem gaz do dechy i odjechałem w stronę jednaj z po bliższych pustyń.

***

-Jaki ja głupi! Nie wziąłem wody...-zganiłem sam siebie, uderzając sie w czoło. Byłem już dość mocno odwodniony i ledwo co trzymałem kierownicę, która zdawała się być całkowicie odkręcona. Zostało 8 km do najbliższego miasta. Oczy same mi się zamykały, a czarne mroczki zasłaniały większość pola widzenia. Nadal byłem przerażony tym co się stało, takie zdemaskowanie poważnie zaszkodziło i mi i  Tytaną. Powoli na horyzoncie zaczęły ukazywać się mi wierzchołki najwyższych budynków, słońce powoli zachodził dodając tej chwili niewyrażonego piękna. 

***

Podjechałem do najbliższej znalezionej kawiarni, spokojnie parkując pod jej wejściem. Ubrałem się tak, by nikt nie mógł rozpoznać we mnie ani Marcusa ani Nicka. Pociągnąłem za klamkę, po czym usłyszałem dzwoneczek sygnalizujący sprzedawcę o nowym gościu.Usiadłem na jednej z czerwonych kanap, były niebywale wygodne. Zamówiłem to co zwykle, czyli mocne espresso z dodatkiem malutkiego ciasta . Poprosiłem obsługę, by włączyła telewizor na jakieś stacji informacyjnej i dała najgłośniej jak można. Oczywiście, gdy tylko czarny ekran rozjaśniał moim oczom ukazała się informacja dnia, ukazywała ona moją twarz z żenującym nagłówkiem: "Marcus - największy zdrajca względem Hrondy?". Rzecz jasna spekulująca rozmowa prowadzącego z widzami była niezbędna, więc czym prędzej wyłączyłem telewizor. Jednak w jego ekranie zobaczyłem odbicie maszerujących członków Tytanów, pod przewodnictwem Asmyra! Od razu wybiegłem na ulicę, by opowiedzieć przyjacielowi co się stało, jednak, gdy maszerujący w strojach żołnierzy zatrzymali się z broniami wycelowanymi we mnie zamarłem, a po trzech sekundach wszyscy nacisnęli spust. Gdy kule właśnie miały przeszyć moje ciało poczułem nagły wstrząs i znalazłem się na sali szpitalnej, kroplówka przypięta do mojego ramienia mieniła się czerwonym kolorem krwi. Wiele stojących nade mną osób wyglądało jakby coś krzyczeli, jednak do mnie dochodziły tylko ciche szepty. 

niedziela, 27 listopada 2016

Od Nick'a CD kiara

Obudziłem się w nowo widzianym pomieszczeniu, było mi niewyobrażalnie zimno i czułem jakbym nie miał kawałka brzucha. Zdjąłem z siebie sterty kocy i kołder, rozglądnąłem się po pokoju, ku mojemu zdziwieniu jakaś kobieta siedziała na fotelu obok. Pośpiesznie wstałem i zacząłem szukać kuchni. Niue chciałem być wścibski jednak pragnienie dawało się we znaki. Czułem się niespodziewanie ciężko, gdy powoli sunąłem w stronę najbliższego pokoju, nie martwiłem się tym gdzie się znajduje, ani kto mnie tu przyniósł, byłem w takich sytuacjach i wiem, że jeśli ten ktoś mnie nie zabił to ma dobre zamiary. Jednak jeśli ten ktoś rozpoznał we mnie celebryte Marcusa to już inna bajka, chociaż w sumie kiedyś i tak trzeba będzie się ujawnić.

 ***

Gdy dotarłem do wymarzonej kuchni, pośpiesznie otworzyłem szafkę i wyciągnąłem z niej jeden kubek, jednak przez nagły kopniak bólu upuściłem go z głośnym hukiem. Niewątpliwie obudziłem gospodynie, gdyż już po paru chwilach stała w drzwiach. Podparłem się o blat, zrobiło mi się kurewsko słabo i ledwo co trzymałem się na nogach.
-Nic ci nie jest?!-krzyknęła przerażona, jednak nie dałem rady jej odpowiedzieć-Ej!
Rzuciła mi się z pomocą, jednak jak dla mnie to nie potrzebnie, bo przecież jeszcze trzymałem się na nogach. Jej ręce zaczęły mnie szarpać w stronę kanapy, jednak co ja co, ale nawet w chorobie mam dużo siły, a przynajmniej tyle by zostać nieruszonym.
-Zostaw mnie!-warknąłem przy kolejnej próbie zaciągnięcia mnie na kanapę, w tej samej chwili puściła mnie i tylko posłała mi pytające spojrzenie.
-Muszę szybko wyjść!-krzyknąłem szukając po kieszeniach komórki.
-Nie możesz wyjść!Jesteś poważnie ranny!-wrzasnęła zirytowana kobieta, zagradzając mi drogę. Spojrzałem na nią z niezbyt poważną miną.
-Ty myślisz, że ja nie mam medyków?! Śmieszne!-rzuciłem zarzucając na siebie znalezioną obok kanapy starą kurtkę-Żegnam!

poniedziałek, 14 listopada 2016

OD Nick'a CD Jasmine

-Ehhhh…-westchnąłem tylko, rozluźniając się na niewygodnym posłaniu-Wiesz w ogóle po co my to robimy?-zapytałem, a w odpowiedzi usłyszałem tylko przewidziane milczenie.
Revia tylko patrzyła na nas w milczenie, ale doskonale widać było po niej, że jest na skraju wybuchu. Świadczyły o tym charakterystyczne dla niej nerwowe ruchy.
-Ty w ogóle masz jakiekolwiek pojęcie o działalności Tytanów?!-tym razem powiedziałem to ostrzej, tak aby wywrzeć na kobiecie poczucie winy-Jeśli myślisz, że robimy to dla zabawy to naprawdę szkoda strzępić ryja… a co do tych twoich super ważnych papierów, to naprawdę musisz być naiwna, żeby uwierzyć w to, że cokolwiek się ułoży. Sama chyba zauważyłaś jak bardzo to „państwo” jest niestabilne! A ty myślisz, że poukładasz sobie w nim życie…-w zdanie weszła Revia i jej nagły uścisk mojej ręki.
-Nick, dość!-warknęła biorąc z półki strzykawkę i przykładając ją do mojej ręki.
Nieustannie wpatrywałem się w sufit, ani na chwilę nie spuszczając z niego oka.

***

Przez resztę podróży w karetce panowała cisza, krępująca i nerwowa, na szczęście przerwał ją odgłos wyłączanego silnika. Powoli wysiadaliśmy z pojazdu, a ku mojemu zdziwieniu za kierownicą siedział Asmyr, jednak tym razem niespodziewanie solidnie trzymał się przepisów.
-Nic ci nie jest?-spytał zdenerwowany, moim zdanie od zawsze za bardzo przejmował się moim stanem, jednak to raczej ze względu na jego orientacje seksualną.

-Wszystko gra…-mruknąłem w odpowiedzi, chodź to mijało się z prawdą, jeszcze nigdy w życiu nie miałem takiego bólu głowy. Nie czekając podbiegłem do  Jasmine, bo dostrzegłem w niej coś niezwykłego, bez dwóch zdań nadawała się na Tytana. 

sobota, 12 listopada 2016

Od Nick'a cd JASMINE

Obudziłem się zdezorientowany, nie wiedziałem gdzie się znajduje i chmara ludzi kręciła się dookoła mnie, jedna coś mówiła, druga grzebała w wielkiej torbie, a cała reszta stała i patrzyła na przebieg akcji. Spróbowałem wstać, jednak gdy tylko chciałem to zrobić czyjaś ręka chwyciła mnie od tyłu i ponownie położyła na coś na wzór łóżka polowego, byliśmy w jakimś pojeździe, lecz nie do końca je rozpoznawałem, białe ściany, masy sprzętu i niewielka ilość ludzi.

***

Leżałem jak sparaliżowany wpatrując się w sufit, gdy nagle coś w mojej głowie uświadomiło mi gdzie jestem i co się stało. Byłem w karetce, której jeszcze nigdy nie widziałem, gdyż nie było takiej okazji, jednak teraz, przy akcji z udziałem bomby, spadł na mnie kawałek stropu i teraz najpewniej jadę do naszego szpitalu. Przekręciłem głowę i dostrzegłem kobietę, której bez wątpienia uratowałem życie. Wstałem tym razem opierając się silnym ręką medyczki, usiadłem na skraju łóżka i postawiłem nogi na samochodowej podłodze.
-Nic ci nie jest?-spytałem, czując nagle narastający ból głowy, padłem na łóżko z głośnym jękiem-Wspominałem, że nienawidzę wypadków?-mruknąłem tym razem lekko się uśmiechając i ponownie skierowując wzrok w stronę obcej kobiety-Dobrze się czujesz?
Wymawiając ostatnie zdanie poczułem, że na mojej głowie znajduje się, gryzący bandaż, nie czekając zdjąłem go sobie z czoła, wywołując u medyczki falę wściekłości.
-Nick!-warknęła, uderzając pięścią w stolik-Rozumiem, że nie czujesz się komfortowo, ale to dla twojego zdrowia!
-Tak?-spytałem sarkastycznie, przewracając oczami-Mogłabyś zająć  się koleżanką, a nie rozczulać się nade mną…

sobota, 12 listopada 2016

Od Nick'a Cd Jane

-Po pierwsze, nic nie wiesz o Tytanach!-syknąłem, zaskoczony własną złością-Ty chyba nie wiesz co to znaczy iść do celu za wszelką cenę!
Kobieta tylko spojrzała na mnie i pokręciła głową, po czym wstała i poszła otworzyć drzwi. W jednej jak piorun do pokoju wleciał Asmyr, cały mokry od świeżego potu.
-Co się stało?!-spytałem przejęty stanem przyjaciela, jednak Asmyr tylko machnął ręką, podparł się o ścianę i zaczął głośno dyszeć.
-Złapali…-wydusił prostując się-Złapali szpiega!
Nagła fala złości nawiedziła mój umysł i nie czekając ruszyłem w stronę części więziennej, zabrałem ze sobą te młodą kobietę, gdyż nie chciałem żeby mnie okradła.

Sprintem zmierzaliśmy w stronę celi nr. 2, w której czekał już zakneblowany i związany, ubrany na czarno facet, który najpewniej został wysłany przez Nowy Początek. Wchodząc do pomieszczenia od razu rozpoznałem znajomą mi twarz, był to jeden z pracowników Asmyra.
-Zdrajca!-wrzasnąłem, zostawiając innych w progu, po czym z kieszeni spodni wyjąłem składany bat, którym przez chwilę bawiłem się w ręce-Chyba wiesz co cię teraz czeka?
W odpowiedzi usłyszałem tylko jęki, zbliżyłem się jeszcze bliżej do ofiary, po czym zamachnąłem się batem i wymierzyłem cios prosto w twarz. Z oczu poleciały mu łzy, wiedział, że w ten oto sposób zostanie zabity. Jednak nie z mojej ręki, mamy do tego typu spraw wydzielonych specjalnych ludzi, którzy moim zdaniem po prostu nie mają sumienia, no ale cóż nawet takie osoby do czegoś się przydają.
-A więc nie robicie nic za wszelką cenę?-zapytała ironicznie młoda kobieta, gdy wychodziłem z ciemnego pokoju.

-Ha, ha, ha…-mruknąłem sarkastycznie-Zdrajcy to zdrajcy, z tym cel Tytanów nie ma nic wspólnego, tym bardziej, że nasz „kat” praktycznie z nami tylko współpracuje, bo prawda jest taka, że handluje na czarnym rynku, więc my tylko dostarczamy towar…

środa, 9 listopada 2016

Od nick'a CD Jasmine

Wybiła godzina 23.00 nadeszła ta piękna chwila, w której Tytani buntują się nienormalnej władzy odwalając jakąś dziką akcję. Tym razem jest akcja z bombą, więc dokładnie musiałem obmyślić każdy punkt mojego, misternie utkanego planu, by nie wydarzył się żaden wypadek. Zazwyczaj nie biorę udziału w rozbojach, moim zadaniem jest raczej planowanie ich, ale cóż przyjemności nie można sobie odmawiać, wystarczy zmienić styl ubioru i już jestem nie do poznania. W takich chwilach Marcus Stone odchodzi głęboko w niepamięć i jest przygnieciony prawdziwym mną, Nickiem Walterem. 
Jak zazwyczaj wyznaczone osoby zajmują się poszczególnymi rzeczami, nikt  nie ma prawa marudzić, na szczęście żaden z moich ludzi nie ma problemu z dyscypliną i spokojnie można każdemu zaufać. Gdy byłem na miejscu spotkałem tam już naszykowane materiały wybuchowe, naszych dwóch saperów i wspomnianą medyczkę. Zawsze przygotowani jesteśmy na najgorsze, więc w razie nieudanej akcji nie mamy najmniejszego problemu z ucieczką. Nie zwlekając zaczęliśmy przygotowywać się do rozpoczęcia akcji.

***

Po 30 minutach walki z nieposłusznym ładunkiem wszystko było gotowe, jednak jak to w zwyczaju Tytanów bywa, musimy sprawdzić czy budynek jest pusty, bo niby jesteśmy przestępcami, ale mamy sumienie jak każdy inny człowiek i nie mamy zamiaru zabijać ludzi, za nie ich błędy. Przechadzałem się powolnym krokiem po idealnie czystych korytarzach ratusza, na szczęście nie spotkałem żywej duszy.
Wychodząc z budynku dałem znak Kordianowi, żeby zaczynał, jednak w tej samej chwili zauważyłem jak młoda kobieta wbiega po schodach i zmierza wprost do środka, na początku nie chciałem pokazywać zdenerwowania, jednak gdy moi współpracownicy desperacko dawali mi znaki, żebym opuścił ratusz ja pobiegłem wprost za dziewczyną, by zabrać ją z wysadzanego miejsca. Zegar bomby bił, i to na tyle głośno, że słychać było tykanie. Sprintem przemierzałem alejki wielkiej budowli, dopóki nie znalazłem zagrożonej kobiety.

-Za nic sobie nie odpuszczę jak coś jej się stanie…-pomyślałem zdając sobie sprawę, że właśnie narażam życie kobiety, która z niewiadomych powodów włóczyła się po korytarzach ratusza po pierwszej w nocy. Złapałem ją za rękę i bez słowa wyjaśnienia ciągnąłem w stronę wyjścia. Zostało 10 sekund, ale na szczęście oszołomiona nieznajoma nie stawiała oporu i z łatwością ciągnąłem ją po coraz bardziej długich korytarzach. Usłyszałem wybuch, ale na szczęście byliśmy na półpiętrze, wszyscy schowali się w wyznaczone miejsca i obserwowali wywołaną przez nich katastrofę. Cały budynek stopniowo się walił, a przed nami została ostatnia prosta, jednak gdy byliśmy już przy samym wyjściu kawałek spadającego tynku uderzył mnie prosto w głowę. Mroczki całkowicie zasłoniły mi obraz i zwolniłem chcąc chociaż minimalnie zapanować nad sytuacjach, jednak gdy z uszu zaczęła płynąć mi krew, moje pole widzenia zmniejszyło się do minimum ibezwładnie upadłem na ziemię.

środa, 9 listopada 2016

OD NICK'A CD JANE

Opadłem bezsilnie z głośnym westchnieniem, na mój nowo nabyty fotel z prawdziwej skóry, który doskonale dopasował się do mojego ciała, dając mi odczuć co to znaczy komfort.
-Dlaczego ją zaprosiłem!?-pomyślałem tępo patrząc w jej stronę, jednak ona nie wyglądała tak jak przedtem, agresywna, zła i zdesperowana, teraz gdy siedziała w miękkim fotelu wyglądała spokojnie, jak prawdziwa kobieta.
- Niestety nie mam nic innego niż sofa…-oznajmiłem, a na mojej twarzy pomimo protestu pojawił się uśmiech, kobieta tylko pokręciła oczami, po czym ponownie zaczęła siorbać coś z kubka.
Niezwłocznie ruszyłem w stronę drewniano-szarej szafy, by wyciągnąć z niej świeże prześcieradło i milusią kołdrę, co jak co, ale gości trzeba szanować, z umiarem, ale trzeba.


Przy wspólnym przygotowywaniu miejsca spoczynku dla mojej nowej „domowniczki” w mojej głowie pojawiła się bardzo intrygująca myśl, której nie zamierzałem w jakikolwiek sposób ukrywać.
-Tak w ogóle, to dlaczego zaczepiłaś mnie wtedy na ulicy?-zapytałem, a z mojej twarzy w jednej chwili zniknął szeroki uśmiech-Po co Ci to było? Opłacało się? Bycie kieszonkowcem to najgorsze co można robić!
Spojrzała tylko na mnie widocznie zraniona, nie do końca oto mi chodziło, jednak chciałem dostać od niej jakąkolwiek odpowiedź. Nie wyglądał na zdecydowaną, ponownie usiadła na fotelu i zaczęła pić zimą już herbatę.
-No bo…-w zdanie weszły jej gwałtownie otwierające się drwi, w których stał Asmyr, jednak gdy spiorunowałem go wściekłym wzrokiem od razu powoli zaczął zamykać drzwi.

-A więc?-zapytałem już nieco poirytowany- Czy ja naprawdę wyglądam tak młodo, żeby pomylić mnie z jakimś gówniarzem?!

niedziela, 6 listopada 2016

OD Nick'a CD Jane

-A idź się powieś człowieku!-syknąłem kopiąc go w bok. Asmyr posłał mi tylko niespokojne spojrzenie, po czym wywlókł ciało półżywego bruneta za drzwi. Podałem rękę leżącej na łóżku kobiecie i pomogłem jej wstać. Dyszała ciężko widać było, że jest w ciężkim szoku po tym zajściu, zresztą tak samo jak ja, niby taki odporny na stres, a jednak.
-Wszystko gra?-zapytał ktoś stojący w drzwiach, który od razu wrzucił się w naszą stronę. Była to Revia nasz medyk-Nick, spokojnie oddychaj! A, ty? Ehm… jakoś cię nie poznaje…-mruknęła patrząc w moją stronę-Ty połóż się  na ziemi z nogami do góry.
-Boli cię głowa?-spytała bez przejawu jakichkolwiek uczuć siedząca obok, przerażona kobieta.
-Nic nie czuje…-mruknąłem tylko wstając i opierając się o ścianę.

***

Półgodziny później oboje siedzieliśmy przy wielkim kwadratowym stole i spokojnie skrobaliśmy coś na kartkach.
-Nick, nie powinieneś dziś już nic robić… odpocznij zrób sobie dzień przerwy, góra dwa!-powiedziała sympatyczna medyczka, po czym wzięła nasze kartki i włożyła do wielkiego segregatora.
-No, ale czemu?!-warknąłem niezadowolony z prognozy Revii.
-Bez gadania Nick!-odparła oschle, posyłając mi ostrzegawcze spojrzenie-Jakby ci to powiedzieć? Marsz do siebie!

-Nie przesadzaj Re… pamiętaj kto tu rządzi!-ostrzegłem ją, po czym zaprowadziłem porwaną kobietę do mojego „domu”. W między czasie poprosiłem Asmyra, by zajął się schowaniem i zabezpieczeniem drogocennych rzeczy i przede wszystkim ukrył moją ukochaną maszynę, która skrywała wszystkie nasze sekrety. 

niedziela, 16 października 2016

OD NICK'A CD JANE

Dopiero o 13.00 zdołałem otworzyć oczy i trzeźwo spojrzeć na moje otoczenie. Zobaczyłem to co zwykle, regały pełne książek, ścianę obwieszoną zdjęciami, wielką szafę na broń i biurko z jednym z najnowocześniejszych laptopów. Zdjąłem kołdrę i powoli wstałem, jednocześnie wyjmując Ernę spod poduszki. Jak zawsze zatrzymałem się przy zdjęciach na paro sekundowe wspominki, po czym ruszyłem w stronę łazienki. Ubrałem jeansy i skórzaną kurtkę i opuściłem moje przytulne gniazdko. Nie zamykałem drzwi, zaufanie którym darzę członków tytanów może gwarantować mi wszystko, a więc prywatność też, nie muszę bać się niczego z ich strony. Szybko zbiegłem po schodach do pomieszczenia głównego, by zająć się moimi codziennymi obowiązkami.


***


O 17.00 skończyłem pracę, okazało się też, że jutro mam spotkanie w sprawie przestępczości w Internecie, a że sam zamieszany jestem w takie przestępstwa zawsze śmieje się do rozpuku, gdyż wielkie osoby siadają do wielkiego stołu i gadają o rzeczach tak śmiesznych, że nie raz wymknęły mi się jakieś chichoty. Po opuszczeniu mojego ulubionego pomieszczenia ruszyłem na poszukiwania Asmyra, był mi potrzebny do podrasowania naszej pięknej, czarnej terenówki.


***


Wychodząc z windy wpadłem na Katrine, naszą niezastąpioną kucharkę bez, której najpewniej pozdychalibyśmy z głodu, niechcący potrąciłem ją ramieniem, przez co z rąk wypadł jej na szczęście pusty garnek. Spojrzała na mnie swoim jak zwykle surowym wzrokiem i schyliła się po wypuszczoną rzecz.
-Wybacz, Kat…-mruknąłem niepewnie, bo z nią nigdy nie wiadomo jak zareagują na daną sytuacje. Spojrzałem na nią z pod łba, po czym wyminąłem ją i spowrotem wróciłem do poszukiwań przyjaciela.
Nigdzie go nie było, przeszukałem wszystkie miejsca, w które najbardziej lubił się zapuszczać, lecz w żadnym z nich nie zastałem mojej zguby.
-Stary gdzie ty polazłeś?!-warknąłem sam do siebie poirytowany nagłym zniknięciem, jednak już po chwili dostałem natychmiastowego objawienia-No tak! Jest w hotelu, przecież mają tą młodą!
I w tej właśnie chwili pokraśniałem zdając sobie sprawę z tego co właśnie mogą z nią robić. Puściłem się pędem nawet nie patrząc na krzywe spojrzenia moich podopiecznych, którzy zazwyczaj w naszej kwaterze postrzegają mnie jako spokojnego pana, który wykonuje swoją papierkową robotę. Może i jesteśmy Tytanami, definicją wszelkiego szaleństwa, jednak wbrew pozorom trzymam wszystko w ryzach i nie dopuszczam do żadnych przewinień.
Dobiegając do części hotelowej zza jednych drzwi od razu usłyszałem dzikie krzyki i nie czekając wyważyłem drzwi jednym mocnym kopniakiem i rzuciłem się na agresywnego człowieka, Dennra, którego przyjąłem tylko ze względu na jego umiejętności. Mojej uwadze umknęła tylko postać stojąca obok framugi, którą był Asmyr.

poniedziałek, 10 października 2016

OD Nick’a CD Jane

Gdy w końcu wyjechaliśmy z terenu miasta, byliśmy już przy końcu całej drogi. Mocno przyśpieszyłem chcąc jak najszybciej dotrzeć do domu, teraz nasz samochód dosłownie szybował po drodze.
-Nie jedziesz za szybko?-zapytał Asmyr przerażonym głosem, bo to właśnie przez wypadek samochodowy prawie stracił życie-Licznik dawno przekracza 160km/h! Zwolnij! Proszę!
   - No, ale… - mruknąłem, po czym tylko przerzuciłem oczami. - Niech ci będzie…
Powoli zacząłem tracić prędkość, a gdy spojrzałem w lusterko, by zerknąć na Asa moim oczom ukazała się ta śliczna foczka, jednak tym razem już nie była związana. Gwałtownie przyśpieszyłem dostrzegając pełznącą w stronę klamki młodą kobietę. Nagły wstrząs zachwiał nią, tak że straciła równowagę i ponownie runęła na mój piękny samochodowy dywanik.
   - Na co czekasz?! Bierz ją! - wrzasnąłem w stronę przyjaciela, a on z lekką dekoncentracją zaczął ciągnąć ją do siebie za boki, jednak nasze lwiątko nie dało za wygraną i ponownie zmierzało w stronę wyjścia. Najszybciej jak mogłem pociągnąłem za hamulec, co sprawiło, że z impetem uderzyła o fotel roztrzaskując sobie głowę. - Wybacz brachu, ale ona nie może uciec!
Usłyszałem tylko jakieś pomruki wydane na znak zgody, a zaraz potem dźwięk otwieranych drzwi. Prędko wyskoczyłem z samochodu i sprintem zmierzałem w stronę uciekinierki.
   - Koniec pierdolenia się! - warknąłem dościgając kobietę i waląc ją łokciem tak, że straciła przytomność. - Asmyr! Chodź tu z workiem!
Posłuszny przyjaciel spełnił moje żądanie, a zaraz potem z powrotem wszyscy w trójkę znajdowaliśmy się na pokładzie, tego nieszczęsnego samochodu.
   - Z nią będą problemy, mówię ci Wolt… - powiedział z niespodziewaną stanowczością. - Niezła z niej kocica, ale sam wiesz, że koty to szuje…
   - No, ale co ja ci poradzę? - rzuciłem ponownie przyśpieszając. - Przecież teraz jej nie wyrzucimy, a dla mnie wypuszczenie jej byłoby ciosem poniżej pasa!
Wymieniliśmy ze sobą krótkie spojrzenia w lusterku, po czym resztę drogi spędziliśmy w ciszy, patrząc tylko na widoki zza okna, które były jak zwykle oszałamiająco piękne. Mroczna pustynia skąpana w świetle księżyca dawała temu miejscu jeszcze więcej uroku niż zwykle.

 ***

   - W końcu… - szepnąłem, a moje zmęczone oczy od wysiłku z całego dnia dosłownie zamykały się pod swoim ciężarem. Byliśmy na terenie opuszczonego centrum handlowego, które przerobiliśmy tak, by było w pełni funkcjonalne. Powoli wjechałem do zadaszonego budynku i sunąłem po drodze prowadzącą na kolejne piętra. Tytani mają dość sporo członków, wręcz za dużo, by wymieniać, więc parking również podzielony jest na kilka stref. Ja zawsze jadę najwyżej do strefy Vip, która przysługuje tylko mi i Asmyrowi, wjazd do niej zastrzeżony jest hasłem, które również tylko my znamy. Zaraz, gdy tylko wyłączyłem silnik głośno mruczącej maszyny, wyciągnąłem z auta irytującą kobietę i nie patrzą czy wlokę ją po ziemi, zmierzałem w stronę naszego mini więzienia, albo inaczej mówiąc izolatek.
   - As! Rzuć klucze! - krzyknąłem, a już dwie sekundy późnej w mojej ręce znajdował się podłużny kawałek metalu. Pośpiesznie otworzyłem drzwi i szybkim ruchem wepchnąłem do tego małego i mrocznego pomieszczenia młodą damę.

niedziela, 9 października 2016

OD Nick’a CD Jane

Późnym wieczorem żwawym krokiem zmierzałem w stronę mojego domu. Z każdego zakątka ulicy słychać było głosy, śmiechy i dość kiczowate rapy. Zarzuciłem na głowę kaptur, przyodziałem się w moją ukochaną chustę i założyłem czarne okulary. Znów poczułem się młody, jak za czasów wojny.
   - Ej ty! - zawołała do mnie nieznajoma ubrana w ciemne dżinsy i bluzkę na ramiączkach. - Nie jesteś za młody na włóczenie się po nocy?!
Zatrzymałem się obok niej zdjąłem okulary i chustę, po czym popatrzyłem na nią kpiąco, dopiero teraz dostrzegła jak jestem stary.
   - Chcesz jeszcze coś dodać panienko? - rzuciłem, oglądając ją od góry do dołu. - Swoją drogą czemu ty włóczysz się sama po nocy? Nie boisz się obcych? - mówiłem, po czym złapałem ją lekko za policzek i zacząłem gładzić jej skórę.
Od razu odepchnęła moją rękę i spłoszona już miała krzyczeć, jednak zatkałem jej buzie dłonią i wyjąłem Ernę z kieszeni spodni.
   - Od kiedy to zaczepia się starszych? - warknąłem szyderczo i uśmiechnąłem się szeroko. - Pójdziesz ze mną moim chłopcom przyda się nowa zabawka!
Złapałem ją boki, wepchnąłem w bezludną uliczkę i związałem jej usta, ręce i nogi jakąś szmatką leżącą obok. Przystawiłem telefon do ucha z wybranym numerem do Asmyra.
   - Siema!-usłyszałem w pierwszej sekundzie rozmowy, jak zwykle uradowany głos przyjaciela. - Coś się stało?
   - Tak mam dość spory balast… chyba jakaś… no wiesz… z night clubu… - tłumaczyłem lekko jąkając się, jednak już po chwili w słuchawce usłyszałem głos: „Oczywiście, rozumiem, za sekundę będę!”. Popatrzyłem w stronę kokoszącej się młodej damy, która w panice szarpała się w uwięzi.

***

Już po paru minutach dostrzegłem czarne BMW zatrzymujące się na ulicy, szybko wstałem i wziąłem moją zdobycz.
   - Ładna foczka brachu! - wrzasnął rozbawiony i najpewniej piany Asmyr, niestety nigdy przez telefon nie umiałem ocenić czy jest pod wpływem alkoholu. - W końcu kogoś wyrwałeś!
   - Dobra, dobra! Siadasz z tyłu! - powiedziałem, wrzucając nieznajomą na tyle siedzenie auta. - Ej ty „moja foczka”! - zawołałem z przekąsem siadając za kierownicą. - Miłej podróży z moim przekochanym przyjacielem! A i jeśli już o tobie mowa As, zwiąż jej oczy, nikt nie może wiedzieć gdzie jedziemy.
Tylko skinął głową, posłusznie wykonując moje polecenie. Pogłośniłem muzykę na ful, tak że czuć było drgania.
   - To śpiewamy! - ryknąłem wesoło, po czym razem z przyjacielem zaczęliśmy wydzierać się, przy utworach, których nawet nie znaliśmy.

piątek, 7 października 2016

„Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość.”


Dane: Służbowo nazywa się Marcus Stone, jednak wśród swoich znany jest z prawdziwego imienia i nazwiska Nick Walter.
Pseudonim: Ze względu na jego imię nazywają go Nikt lub w odosobnionych przypadkach, po prostu nazywają go po nazwisku. Nieznajomi zwą go Markiem, Woltem lub najrzadziej anonimem.
Płeć: 100% Mężczyzna
Wiek: 33 lata, mimo wieku badania wskazały, że fizycznie kończy 19 lat, urodziny odchodzi 30 września.
Praca: Nick jest znanym na skalę światową informatykiem, jednak w świecie biznesu znany jest jako Marcus Stone, pracuje dla prestiżowych jak na nasze czasy firm, robi interesy z ważnymi ludźmi, jednakże za ich plecami rządzi nielegalną grupą, z którą urządza różnego rodzaju prowokujące akcje.
Grupa: Przywódca „tytanów”.
Charakter: Pseudonim Nikt nie bierze się jedynie z imienia, pochodzi ono też z jego charakteru jako, że nikt inny nie jest tak niezależny, silny psychicznie i fizycznie jak on. Z natury cierpliwy, jednak równocześnie wybuchowy, wzrokiem sparaliżuje nawet największego kozaka, nie lubi chojrakowania i wywyższania się, najczęściej wpada z takimi osobami w konflikty. Nienawidzi gdy mu się rozkazuje, przerzedł swoje i ma tego po dziurki w nosie. Wszystkich traktuje tak samo, nie ma taryf ulgowych ani dla mężczyzn ani dla kobiet. Dosyć ciężko zdobyć jego zaufanie, jednak gdy już się komuś to uda zdobędzie jednego z wierniejszych i godnych zaufania sprzymierzeńców. Nie znosi oszustw, jednak zdarza mu się czasem je popełniać, kocha od czasu do czasu wymknąć się z miasta w zaciszne miejsce, by spędzić trochę sam na sam z myślami i przy jego ukochanej towarzyszącej mu zawsze i wszędzie spluwie, którą nie wiadomo dlaczego nazwał i to imieniem swojej byłej miłości, która złamała mu serce (Erna).
Cechy szczególne: Ma wytatuowane chyba wszystkie miejsca na ciele oprócz twarzy, na jego prawym ramieniu znajduje się wielka blizna od postrzału, ma jedną nogę dłuższą od drugiej.
Historia: Walter jak to najzwyczajniejszy dzieciak chodził do szkoły, uczył się i unikał niebezpieczeństw, jednak wszystko zmieniło się odkąd skończył 18 lat, jego ojciec Max zaczął namawiać go do pracy w wojsku, a konkretniej na poligonach, naiwny jeszcze Nick zgodził się bez zastanowienia, podpisując jednocześnie umowę, że spędzi tam 2 lata na dwóch wybranych stanowiskach. Postanowił, że pójdzie w stronę strzelnictwa i informatyki. Po roku zmęczony wietrznym treningiem i stęskniony za matką podjął się swojej pierwszej misji, jednak przez rozkojarzenie, które mu wtedy towarzyszyło został poważnie ranny w prawe ramie. Na wpół martwy został przetransportowany do najbliższego ośrodka medycznego i tam zbadano go i poddano najróżniejszym testom, co wykryło u niego rzadką chorobę genetyczną. Po półrocznym zwolnieniu ponownie wrócił do swojej jednostki i wbrew swojej woli kontynuował szkolenie. Szło mu okropnie, niedowład w prawej ręce spowodowany postrzałem nie pozwalał mu celnie strzelać, więc mimo jego oporu zmuszono go do powtórzenia całego 2 letniego szkolenia. Dopiero po czterech latach zakończywszy swoją umownie 2 letnią służbę powrócił do domu, a jego zdolności strzeleckie jak i informatyczne wykraczały poza wszelkie granice. Gdy tylko skończył 23 lata wyprowadził się z domu i zaczął rozwijać się w kierunku informatycznym. Niedługo, bo po niespełna 2 latach rozpoczęła się krwawa i potężna Wojna Atomowa, która o włos nie zakończyła się śmiercią ludzkości. Nick sam w niej uczestniczył, należał do 3 Oddziału zwanego „Niewidzialnym”, w którym był przywódcą. Po 4 latach powrócił cały i zdrowy do domu, jednak na wojnie zginęła jego młodsza siostra, podczas jednego z ataków dostała w głowę i na jego oczach osuwała się na podłogę bez życia. Przez następne parę lat robił karierę informatyczną i w sumie robi ją do tej pory, jednak gdzieś w wieku 30 lat założył nielegalną grupę mającą na celu obalić powstały rząd.
Rodzina: Max Walter, Sydney Walter i jego zmarła 2 lata temu, 20 letnia siostra Terra Stillson.
Orientacja: Interesują go wyłącznie kobiety! (Hetero)
Partnerka: W jego życiu było naprawdę dużo kobiet, każdą traktował tak samo wykorzystywał, po czym zostawiał, do czasu, aż jedna z tysięcy zalotniczek skradła mu serce, byli ze sobą długi czas i Nick zaczął nawet myśleć, że to ta jedyna na całe życie, jednak ona potraktowała go tak jak on przeciętną dziewczynę. Od tamtego czasu Walter ostrożnie obchodzi się z płcią piękną i stara się nie ranić jej na każdym kroku.
Potomstwo: W swoim dość krótkim życiu zaliczył parę wpadek, jednak nigdy nie zamierza wychowywać dzieci!
Inne: Umie grać na gitarze i ma parę swoich kawałków, kocha najnowszą technologię, od zawsze interesował się strategią i obmyślaniem planów, lubi gry planszowe, puzzle i łamigłówki, choruje na chorobę genetyczną (ma dwie różnej długości nogi, różnica wynosi nieco ponad 2 cm), jednak minimalnie wpływa to na jego zdrowie, samopoczucie czy cokolwiek innego.
Właściciel: Thomas – Howrse
© Halucynowaa | WS | X X X