Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jasmine Evans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jasmine Evans. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 listopada 2016

Od Jasmine CD Nick

Poczułam, jak ktoś mnie łapie za nadgarstek i gwałtownie odwraca. Po chwili widziałam przed sobą tego samego mężczyznę, z którym prowadziłam zawiłą dyskusję w samochodzie. Przewróciłam oczami widząc go przed sobą. Miałam tego dosyć, ale moja natura dała o sobie znać i nie dałam mu nawet dojść do słowa.
- Słuchaj, nie obchodzi mnie twoje zdanie. Ja miałam cel w tym, co robiłam, ty pewnie też, choć nie bardzo ogarniam sytuację - powiedziałam rozwścieczona. Nie znał moich zamiarów, więc głupie byłoby wypowiadanie się na mój temat. Faktem było, że bardzo łatwo można mnie wyprowadzić z równowagi, a wtedy po prostu się nie hamuje, choćby był Bogiem.
- Wychodzę z propozycją - zaczął, przymykając oczy, aby się uspokoić. Lubiłam ludzi wyprowadzać z równowagi. Już chciałam zacząć ostro dyskutować, zacząć wymieniać argumenty, że nie bardzo mnie interesuje jego propozycja i tak dalej, kiedy zaczął mówić dalej: - masz wybór. Możesz dołączyć do Tytanów. Ja nie mam nic przeciwko, możesz nam pomóc albo nadal działać sama - wzruszył beztrosko ramionami.

- Wasza działalność jest chora, ale wątpię, że sama sobie poradzę, no cóż - uśmiechnęłam się złośliwie. Mimo to, uśmiech nie był ciepły i szczery, a przepełniony ironią i złośliwością. - dostąpię tego zaszczytu i dołącze do was - prychnęłam z sarkazmem, po czym odwróciłam się, zarzuciłam kaptur na głowę, a ręce wsadziłam w kieszenie i ruszyłam przed siebie. Nie wiem gdzie szłam, ta wiadomość nie była mi potrzebna, martwić się będę, jeśli się zgubię. Od razu widać, że nie należę do osób specjalnie przejmujących się życiem.

niedziela, 13 listopada 2016

Od Jasmine CD NiCk

- Kim ty w ogóle jesteś?! - krzyknęła kobieta, z frustracji wyrzucając ręce w powietrze.
- Nie wiem, czy powinno cię to obchodzić - odezwałam się pierwszy raz, obrzucając ją kąśliwym spojrzeniem. - twoje imię nie jest mi do szczęścia potrzebne, a moje tobie. No cóż, ale jeśli już tak bardzo chcesz znać moją godność - przewróciłam oczami. - to jej nie poznasz.
Widziałam, jak kobieta w środku gotuje się ze złości. Dało mi to satysfakcję, nawet nie wiem dlaczego. ale lubię doprowadzać takich ludzi do białej gorączki. Wtem odwróciłam się do mężczyzny, tak jakby kobiety tu w ogóle nie było.
- Otóż... Jasmine Evans - skinęłam, nie kończąc pierwszego zdania. - mi nic nie jest.
Po części nie kłamałam. Rana na czole sama z siebie zaschnęła, jedyne co to czułam naciągniętą w tamtym miejscu skórę i denerwującą, zaschniętą krew będącą na niemalże całej powierzchni mojej twarzy. Oprócz tego czułam pieczenie w płucach przez pyły ze zburzonej wcześniej budowli, przez co serce szybciej pompowało krew.
W tym momencie jedyne co chciałam to wziąć kąpiel albo chociaż przemyć twarz, bo na pewno nie prezentowałam się najlepiej. Bluzka została podarta, na kolanach jeansów pojawiły się dziury - i nie, nie było ich na początku.
- Dlaczego to zrobiliście? - zapytałam, przypominając sobie o ważnych papierach będących w budynku. Teraz ich tam nie ma, a moja przyszłość jest przekreślona i ze znakiem zapytania.
- Jesteśmy Tytanami. Taka już nasza natura, buntujemy się i organizujemy akcje. Pytanie, co ty tam robiłaś? - mruknął, prawie niezauważalnie się uśmiechając.

- Myślę, że to nie twoja sprawa, przynajmniej narazie, kiedy prawie w ogóle cię nie znam - stwierdziłam, nawijając kosmyk włosów na palec. - w każdym razie, wiedz, że szukałam całkiem ważnych dokumentów. Ale teraz, przez wasze zachcianki, nie wiadomo co ze mną będzie, bo Szanownemu Panu nagle zechciało się wysadzić budynek. Tylko, że wy macie z tego zabawę, a ja? Cóż, niekoniecznie, bo przekreśliliście tym wybuchem moją przyszłość - powiedziałam niewzruszona. Miałam gdzieś fakt, że nie musieli tego robić przez "widzimisię". Przekreślili mi prawdopodobnie szansę na normalne życie i popsuli moją pracę, choć dotarcie tutaj zajęło mi masę czasu. A teraz, w godzinę wszystko zostało zaprzepaszczone. Niedojrz że nie mam gdzie się podziać, to jakby nie było, nie znam tu nikogo i będę musiała radzić sobie sama, bo w sumie zawsze tak było.

czwartek, 10 listopada 2016

OD Jasmine Evans CD Nick Walter

Biegłam do ratusza. Musiałam się tam dostać, po prostu musiałam. Były tam bardzo ważne papiery, a kto wie, jutro budynku mogło nie być. Wolałam je szybko zdobyć, były dla mnie na wagę złota i nie wyobrażałam sobie, co by było gdybym ich nie zdobyła.
Były spore szanse na to, że moja matka jeszcze żyje, nie byłabym w tym wszystkim sama - głównie do tego potrzebowałam małego, ale jakże ważnego świstka papieru, który powiedziałby mi wszystko, co chcę wiedzieć. Jednak nie dane mi było nawet wejść do pokoju, w którym (zapewne) skłądowane były te dane - zostałam brutalnie pociągnięta przez tajemniczego mężczyznę. Byłam oszołomiona i zdezorientowana, skąd on się tu wziął i co ode mnie chce? Nie znam go, nie wiem kim jest i co robi.
Nawet nie próbowałam się wyrywać, uścisk na moim nadgarstku był zbyt silny, a na dodatek miałam nogi jak z waty.
Słyszałam pikanie, krew szumiącą głośno w mojej głowie. Zaczynało mi się kręcić w głowie od długiego biegu, nie byłam tak szybka jak on, jednak w końcu dotarliśmy do wyjścia. W tym momencie pikanie ustąpiło, a zastąpił je głośny huk, który słyszeli chyba nawet nieżywi. W powietrzu unosił się dziwny zapach, na moją twarz, ręce i ubranie osiadł biały pył, który niestety musiałam wdychać.
Części budynku - pojedyncze dachówki, tynk, ściany, kawałki pozostałych mebli, a także mikroskopijne urywki kartek opadały na ziemię. Jedne lądowały głośno, nagle, a inne unosiły się w powietrzu, aby potem bezwładnie opaść na zżółkłą trawę spowitą nocną czernią.
W jednym momencie uścisk na mojej ręce minimalnie zelżał, mężczyzna zwolnił i delikatnie się zgarbił. Nie wiedziałam o co chodzi, bo nie patrzyłam na niego, a za siebie, na walący się budynek. Kiedy jednak mężczyzna bezwładnie opadł na ziemię pokrytą pyłem, natychmiast kucnęłam obok niego. Krew leciała mu z uszu, nie wiedziałam o co chodzi, bo byłam zielona, jeśli chodzi o medycynę. Jedyne co, to domyśliłam się, że musiał czymś porządnie dostać w głowę. Szybko ogarnęłam wzrokiem wszystko dookoła, a w głowie zaczął mi się formować plan. Nie mogłam pozwolić sobie na zawahanie, czy chwilę zwątpienia, bo może mnie to kosztować życie nieznajomego, który ocalił moje. Przynajmniej, o ile przeżyje, będziemy kwita. Nie mówię, że umrze, ale.. Nie ważne. Szybko wstałam, wytarłam krew z czoła, która jakimś cudem się tam znajdowała i widząc niedaleko jakiegoś człowieka, podbiegłam do niego i próbowałam złożyć jakieś w miarę logiczne zdanie, coraz odwracając się, aby sprawdzić, czy mężczyzna nadal leży tam, niczym nie przygnieciony. Człowiek, do którego podbiegłam odwrócił się do mnie i spojrzał z góry - miałam raptem metr sześćdziesiąt. Obrzucił mnie zdziwionym spojrzeniem - nie znał mnie, wyglądałam jak siedem nieszczęść i w dodatku krew, która ciągle sączyła się z rany uporczywie zasłaniała mi pole widzenia.
- Nie pytaj, po prostu idź tam i zrób coś z nim, bo tam wykituje - krzyknęłam, aby mnie usłyszał, bo panował zamęt i w kółko ktoś coś krzyczał, coś spadało wybuchając i tak naprawdę nie było ani chwili wytchnienia. Mężczyzna, do którego mówiłam jedynie popatrzył się w kierunku, który wskazałam i zamarł na chwilę. Potem krzyknął coś do zdezorientowanej kobiety i razem pobiegli w jego kierunku. A ja stałam tak, jak mnie opuścili, nie do końca wiedząc, co mogę zrobić, jak pomóc, czy coś takiego. Postanowiłam usiąść i odpocząć ze względu na mocno bijące serce, które czułam całą sobą. Wybrałam jeden z większych kawałków ściany i usiadłam na nim, próbując zatamować ranę na czole. W między czasie przyglądałam się zabieganym ludziom.

środa, 9 listopada 2016

"Umierający zazwyczaj mówi prawdę"


Dane: Jasmine Evans
Pseudonim: Wisi jej to, jak ją nazywasz, byle nie było to obraźliwe. Najczęściej można usłyszeć "Jessie" skierowane w jej kierunku, chociaż ma się nijak do jej imienia.
Płeć: Kobieta
Wiek: Dwadzieścia dwa lata, obchodząca urodziny dokładnie czwartego maja.
Praca: Z racji, że dziewczyna czuje się świetnie w otoczeniu samochodów, czy motocykli, przed wojną zarabiała właśnie naprawiając wszelkie cztero, jak i dwukołowce, a także je sprzedawała. Teraz, kiedy nie ma dogodnych do tego czasów, pozostały jej kradzieże, jak i interesy najczęściej dotyczące narkotyków i broni.
Grupa: Tytani
Charakter: Jasmine jest specyficzną kobietą. Ma gdzieś zdanie innych, żyje na własnych zasadach i nienawidzi, kiedy ktoś jej rozkazuje. Wydawać polecenia może jej tylko osoba "nad nią", inaczej najzwyczajniej nie wykona rozkazu/prośby. Niezależna i silna, zawsze wie co odpowiedzieć i naprawdę trudno ją zawstydzić, czy zapeszyć. Jest niezwykle twarda, ale jak każdy posiada granice swojej wytrzymałości. Idzie przez życie z uniesioną głową i dumnym spojrzeniem, często pełnym pogardy. Mimo wszystko łatwo zdobyć jej zaufanie, chociaż kobieta zawsze pozostaje czujna i uważna. Na niekorzyść innych, idzie po trupach do celu, nie zwraca uwagi na to, co może stracić - prędzej czy później osiągnie jakiś cel, spełni marzenia. Mimo to, Jasmine to tylko człowiek, a szkoda. Ma wiele słabości, nie umie patrzeć na cierpienie zwierząt, czy dzieci, bo te nic nie zawiniły. Kobieta jest niezwykle cierpliwa, zwykle wszystko ma pod kontrolą i łatwo udaje jej się przewidzieć ruch przeciwnika, choć nie jest nieomylna. Jeśli już znajdzie w Tobie przyjaciela oczekuje szacunku i prawdy, nie toleruje kiedy ktoś ją okłamuje w ważnych sprawach i w takim wypadku nie wyobraża sobie przyjaźni. Dla wrogów wyjątkowo bezlitosna.
Cechy szczególne: Mimo, że jest kobietą ma wytatuowany rękaw na prawej ręce i wiele mniejszych tatuaży w mniej widocznych miejscach. Łatwo można zauważyć jasną bliznę odznaczającą się na ciemniejszej karnacji ciągnącą się przez obojczyk.
Historia: Jasmine na ogół nie mówi dużo o sobie, każdemu przekazuje tylko informacje "im mniej wiesz, tym lepiej śpisz". Mimo to, kobieta wychowała się w pełnej rodzinie, jednak między nimi nie było typowej, ciepłej relacji, a oziębłe i bardzo formalne. Tak czy inaczej rodzicom zależało na córkach, jednak młodszą kochali bardziej - była ich oczkiem w głowie i starając się obronić młodszą, zginęła cała trójka. Jedynie Jasmine, działająca od zawsze sama tym razem także sobie poradziła i udało jej się wyjść bez większych uszkodzeń. Z racji, że zawsze interesowała się tym, czym kobiety nie powinny, była inaczej postrzegana i raczej nie kręciła się w towarzystwie dziewczyn, jednak raz zrobiła wyjątek, choć Zoe i tak z czasem odeszła. Kiedyś, z resztą dawno temu dała się wciągnąć w coś, czego nie wybaczyła sobie po dzień dzisiejszy - narkotyki. Zniszczyły ją i po długim czasie, o własnych siłach się z nimi uporała. Dzisiaj stara się utrzymać to w tajemnicy, chociaż jest jej bardzo ciężko ze świadomością, że pozwoliła sobie, aby coś z pozoru tak głupiego nią zawładnęło.
Rodzina: Sierra Evans, Jack Evans i młodsza o sześć lat siostra Maddie, jednak wszyscy nie żyją.
Orientacja: Hetero od początku, do końca.
Partner/ka: ---
Potomstwo: Nie są to wymarzone czasy na zakładanie rodziny, nieprawdaż? Mimo wszystko kobieta nie potrafi obchodzić się z dziećmi, a że wiatropylna nie jest, to i dzieci nie będzie. No chyba, że jakaś calineczka.
Inne: Kobieta uwielbia jazdę konną i wszystko co związane z końmi. Jej drugą największą miłością jest wszelka motoryzacja. I w sumie spanie także, choć jest pracowita. Wszelkie sztuki walki także nie są jej obce. Ma klaustrofobię i kłopoty z sercem, co nie jest sprzyjające w tych czasach, o ile w ogóle jest.
Właściciel: hwr - *Justine*
© Halucynowaa | WS | X X X