Poczułam, jak ktoś mnie łapie za nadgarstek i gwałtownie
odwraca. Po chwili widziałam przed sobą tego samego mężczyznę, z którym
prowadziłam zawiłą dyskusję w samochodzie. Przewróciłam oczami widząc go przed
sobą. Miałam tego dosyć, ale moja natura dała o sobie znać i nie dałam mu nawet
dojść do słowa.
- Słuchaj, nie obchodzi mnie twoje zdanie. Ja miałam cel w
tym, co robiłam, ty pewnie też, choć nie bardzo ogarniam sytuację -
powiedziałam rozwścieczona. Nie znał moich zamiarów, więc głupie byłoby
wypowiadanie się na mój temat. Faktem było, że bardzo łatwo można mnie
wyprowadzić z równowagi, a wtedy po prostu się nie hamuje, choćby był Bogiem.
- Wychodzę z propozycją - zaczął, przymykając oczy, aby się
uspokoić. Lubiłam ludzi wyprowadzać z równowagi. Już chciałam zacząć ostro
dyskutować, zacząć wymieniać argumenty, że nie bardzo mnie interesuje jego
propozycja i tak dalej, kiedy zaczął mówić dalej: - masz wybór. Możesz dołączyć
do Tytanów. Ja nie mam nic przeciwko, możesz nam pomóc albo nadal działać sama
- wzruszył beztrosko ramionami.
- Wasza działalność jest chora, ale wątpię, że sama sobie
poradzę, no cóż - uśmiechnęłam się złośliwie. Mimo to, uśmiech nie był ciepły i
szczery, a przepełniony ironią i złośliwością. - dostąpię tego zaszczytu i
dołącze do was - prychnęłam z sarkazmem, po czym odwróciłam się, zarzuciłam
kaptur na głowę, a ręce wsadziłam w kieszenie i ruszyłam przed siebie. Nie wiem
gdzie szłam, ta wiadomość nie była mi potrzebna, martwić się będę, jeśli się
zgubię. Od razu widać, że nie należę do osób specjalnie przejmujących się
życiem.
Brak komentarzy
Prześlij komentarz