Dopiero o 13.00 zdołałem otworzyć oczy i trzeźwo spojrzeć na
moje otoczenie. Zobaczyłem to co zwykle, regały pełne książek, ścianę
obwieszoną zdjęciami, wielką szafę na broń i biurko z jednym z
najnowocześniejszych laptopów. Zdjąłem kołdrę i powoli wstałem, jednocześnie
wyjmując Ernę spod poduszki. Jak zawsze zatrzymałem się przy zdjęciach na
paro sekundowe wspominki, po czym ruszyłem w stronę łazienki. Ubrałem jeansy i
skórzaną kurtkę i opuściłem moje przytulne gniazdko. Nie zamykałem drzwi,
zaufanie którym darzę członków tytanów może gwarantować mi wszystko, a więc
prywatność też, nie muszę bać się niczego z ich strony. Szybko zbiegłem po
schodach do pomieszczenia głównego, by zająć się moimi codziennymi obowiązkami.
***
O 17.00 skończyłem pracę, okazało się też, że jutro mam
spotkanie w sprawie przestępczości w Internecie, a że sam zamieszany jestem w
takie przestępstwa zawsze śmieje się do rozpuku, gdyż wielkie osoby siadają do
wielkiego stołu i gadają o rzeczach tak śmiesznych, że nie raz wymknęły mi się
jakieś chichoty. Po opuszczeniu mojego ulubionego pomieszczenia ruszyłem na
poszukiwania Asmyra, był mi potrzebny do podrasowania naszej pięknej, czarnej
terenówki.
***
Wychodząc z windy wpadłem na Katrine, naszą niezastąpioną
kucharkę bez, której najpewniej pozdychalibyśmy z głodu, niechcący potrąciłem
ją ramieniem, przez co z rąk wypadł jej na szczęście pusty garnek. Spojrzała na
mnie swoim jak zwykle surowym wzrokiem i schyliła się po wypuszczoną rzecz.
-Wybacz, Kat…-mruknąłem niepewnie, bo z nią nigdy nie
wiadomo jak zareagują na daną sytuacje. Spojrzałem na nią z pod łba, po czym wyminąłem
ją i spowrotem wróciłem do poszukiwań przyjaciela.
Nigdzie go nie było, przeszukałem wszystkie miejsca, w które
najbardziej lubił się zapuszczać, lecz w żadnym z nich nie zastałem mojej zguby.
-Stary gdzie ty polazłeś?!-warknąłem sam do siebie poirytowany
nagłym zniknięciem, jednak już po chwili dostałem natychmiastowego
objawienia-No tak! Jest w hotelu, przecież mają tą młodą!
I w tej właśnie chwili pokraśniałem zdając sobie sprawę z
tego co właśnie mogą z nią robić. Puściłem się pędem nawet nie patrząc na
krzywe spojrzenia moich podopiecznych, którzy zazwyczaj w naszej kwaterze postrzegają
mnie jako spokojnego pana, który wykonuje swoją papierkową robotę. Może i
jesteśmy Tytanami, definicją wszelkiego szaleństwa, jednak wbrew pozorom trzymam
wszystko w ryzach i nie dopuszczam do żadnych przewinień.
Dobiegając do części hotelowej zza jednych drzwi od razu
usłyszałem dzikie krzyki i nie czekając wyważyłem drzwi jednym mocnym
kopniakiem i rzuciłem się na agresywnego człowieka, Dennra, którego przyjąłem tylko
ze względu na jego umiejętności. Mojej uwadze umknęła tylko postać stojąca obok
framugi, którą był Asmyr.