niedziela, 16 października 2016

OD NICK'A CD JANE

Dopiero o 13.00 zdołałem otworzyć oczy i trzeźwo spojrzeć na moje otoczenie. Zobaczyłem to co zwykle, regały pełne książek, ścianę obwieszoną zdjęciami, wielką szafę na broń i biurko z jednym z najnowocześniejszych laptopów. Zdjąłem kołdrę i powoli wstałem, jednocześnie wyjmując Ernę spod poduszki. Jak zawsze zatrzymałem się przy zdjęciach na paro sekundowe wspominki, po czym ruszyłem w stronę łazienki. Ubrałem jeansy i skórzaną kurtkę i opuściłem moje przytulne gniazdko. Nie zamykałem drzwi, zaufanie którym darzę członków tytanów może gwarantować mi wszystko, a więc prywatność też, nie muszę bać się niczego z ich strony. Szybko zbiegłem po schodach do pomieszczenia głównego, by zająć się moimi codziennymi obowiązkami.


***


O 17.00 skończyłem pracę, okazało się też, że jutro mam spotkanie w sprawie przestępczości w Internecie, a że sam zamieszany jestem w takie przestępstwa zawsze śmieje się do rozpuku, gdyż wielkie osoby siadają do wielkiego stołu i gadają o rzeczach tak śmiesznych, że nie raz wymknęły mi się jakieś chichoty. Po opuszczeniu mojego ulubionego pomieszczenia ruszyłem na poszukiwania Asmyra, był mi potrzebny do podrasowania naszej pięknej, czarnej terenówki.


***


Wychodząc z windy wpadłem na Katrine, naszą niezastąpioną kucharkę bez, której najpewniej pozdychalibyśmy z głodu, niechcący potrąciłem ją ramieniem, przez co z rąk wypadł jej na szczęście pusty garnek. Spojrzała na mnie swoim jak zwykle surowym wzrokiem i schyliła się po wypuszczoną rzecz.
-Wybacz, Kat…-mruknąłem niepewnie, bo z nią nigdy nie wiadomo jak zareagują na daną sytuacje. Spojrzałem na nią z pod łba, po czym wyminąłem ją i spowrotem wróciłem do poszukiwań przyjaciela.
Nigdzie go nie było, przeszukałem wszystkie miejsca, w które najbardziej lubił się zapuszczać, lecz w żadnym z nich nie zastałem mojej zguby.
-Stary gdzie ty polazłeś?!-warknąłem sam do siebie poirytowany nagłym zniknięciem, jednak już po chwili dostałem natychmiastowego objawienia-No tak! Jest w hotelu, przecież mają tą młodą!
I w tej właśnie chwili pokraśniałem zdając sobie sprawę z tego co właśnie mogą z nią robić. Puściłem się pędem nawet nie patrząc na krzywe spojrzenia moich podopiecznych, którzy zazwyczaj w naszej kwaterze postrzegają mnie jako spokojnego pana, który wykonuje swoją papierkową robotę. Może i jesteśmy Tytanami, definicją wszelkiego szaleństwa, jednak wbrew pozorom trzymam wszystko w ryzach i nie dopuszczam do żadnych przewinień.
Dobiegając do części hotelowej zza jednych drzwi od razu usłyszałem dzikie krzyki i nie czekając wyważyłem drzwi jednym mocnym kopniakiem i rzuciłem się na agresywnego człowieka, Dennra, którego przyjąłem tylko ze względu na jego umiejętności. Mojej uwadze umknęła tylko postać stojąca obok framugi, którą był Asmyr.

wtorek, 11 października 2016

OD Jane CD Nick

Pierwsza noc, spędzona w małej, obskurnej celi w podziemiach starego centrum handlowego, minęła mi na gorączkowym rozmyślaniu nad ewentualną ucieczką. Niestety, ku mojemu przerażeniu, już po kilku godzinach sprawdzania każdej możliwości, byłam wręcz stu procentowo pewna niepodważalnej siły metalowych krat oraz drzwi, dzielących mnie od krótkiego korytarzyka prowadzącego do wyjścia. Nie czuła się również na siłach oczekiwać cudu, podczas którego jeden z mężczyzn wypuścił by mnie ze zwyczajnej, ludzkiej dobroci. Zrezygnowana, ułożyłam się w miarę wygodnie na zimnej ziemi po czym zapadłam w płytki, czujny sen.

***


Następnego dnia obudził mnie zgrzyt zamka otwierającego główne drzwi, oraz dźwięki dwóch, twardo stąpających po szarych płytkach postaci.
   - Na pewno chcesz akurat ją? – dosłyszałam niepewny głos, w którym rozpoznałam jednego z wczorajszych porywaczy. – Jest nowa, nie wprowadzona. Może się stawiać.. i to bardzo.
W odpowiedzi mężczyzna otrzymał jedynie śmiech, raz po raz przeplatany cichym kaszlem typowym dla palaczy.
   - Lubię ostre dziewczyny – oznajmiła druga postać, uspokajając się. – Trochę będzie stawiała opór, jednak po chwili odda mi się z przyjemnością!
Gdybym poprzedniego dnia zjadła co więcej niż skromny obiad, prawdopodobnie zwróciłabym wszystko co dalej tkwiłoby niestrawione w moim brzuchu. Słowa mężczyzny wstrząsnęły mną do żywego. Delikatnie podniosłam się do pozycji siedzącej, rozciągając zesztywniałe od długotrwałego leżenia na twardej posadzce kości. Niechcący wydałam przy tym cichy jęk, przez co uwaga mężczyzn, chcąc nie chcąc, skupiła się na mojej postaci.
   - O wilku mowa – mruknął porywacz, którego wczorajszy wspólnik określał imieniem Asmyr. – Jesteś pewny?
   - Oczywiście – odparł stojący obok niego szatyn, posyłając mi obrzydliwe, figlarne spojrzenie.
Porywacz westchnął jedynie, opierając palce u nasady nosa.
   - Zgoda – odparł po chwili namysłu, wyjmując z kieszeni klucz do mojej celi. – Za piętnaście minut tam gdzie zawsze. Bądź gotowy.

***


Kręciłam się wściekle po małym, umeblowanym pod kształt sypialni pomieszczeniu, nie dopuszczając do siebie myśli o tym co za chwilę ma się zdarzyć. Po rozstaniu się z klientem, porywacz wywlekł mnie siłą z celi, po czym przytargał tu, opuszczając pomieszczenie ze słowami 'nie buntuj się, a będzie dobrze'.
  "Pojebało ich wszystkich!" pomyślałam wściekle, siadając na krwisto czerwonym materacu dwuosobowego łózka.
Po chwili do moich uszu dotarł dźwięk otwieranego zamka, po którym do pokoju wkroczył ten sam brązowowłosy mężczyzna, którego dane było mi widzieć piętro niżej.
   - Och, widzę, że Asmyr się wywiązał - powiedział z zadowoleniem, wieszając na oparciu drewnianego krzesła czarną kurtkę.
Przeszły mnie ciarki. Gwałtowne odsunęłam się na druga stronę mebla, mierząc mężczyznę drapieżnym wzrokiem.
   - Jeśli cokolwiek mi zrobisz.. - syknęłam ostrzegawczo, wbijając paznokcie w miękki materiał.
Mężczyzna ignorując moje groźby podszedł bliżej, uśmiechając się pod nosem, po czym rzucił się na łóżko przygniatając mnie swoim ciężarem. Natarczywie zbliżył się do mojej twarzy, przywierając cuchnącymi alkoholem oraz tytoniem wargami do moich, popękanych od mrozu ust.
Przez chwilę leżałam, nieruchomiejąc ze zdziwienia, jednak po chwili przejęłam pałeczkę - jak najmocniej ugryzłam go w język, który nie wiadomo kiedy znalazł się w moich ustach, a podwinięta do góry prawą nogą zadałam silny cios w brzuch faceta.
Mężczyzna cofnął się do tyłu, zwijając się w pól, oplatając potraktowane z buta miejsce rękoma.
Zadowolona ze swojego osiągnięcia wstałam z łóżka, ocierając usta ręką.
   - Ostrzegałam - warknęłam, dobijając mężczyznę kolejnym kopniakiem.

poniedziałek, 10 października 2016

OD Nick’a CD Jane

Gdy w końcu wyjechaliśmy z terenu miasta, byliśmy już przy końcu całej drogi. Mocno przyśpieszyłem chcąc jak najszybciej dotrzeć do domu, teraz nasz samochód dosłownie szybował po drodze.
-Nie jedziesz za szybko?-zapytał Asmyr przerażonym głosem, bo to właśnie przez wypadek samochodowy prawie stracił życie-Licznik dawno przekracza 160km/h! Zwolnij! Proszę!
   - No, ale… - mruknąłem, po czym tylko przerzuciłem oczami. - Niech ci będzie…
Powoli zacząłem tracić prędkość, a gdy spojrzałem w lusterko, by zerknąć na Asa moim oczom ukazała się ta śliczna foczka, jednak tym razem już nie była związana. Gwałtownie przyśpieszyłem dostrzegając pełznącą w stronę klamki młodą kobietę. Nagły wstrząs zachwiał nią, tak że straciła równowagę i ponownie runęła na mój piękny samochodowy dywanik.
   - Na co czekasz?! Bierz ją! - wrzasnąłem w stronę przyjaciela, a on z lekką dekoncentracją zaczął ciągnąć ją do siebie za boki, jednak nasze lwiątko nie dało za wygraną i ponownie zmierzało w stronę wyjścia. Najszybciej jak mogłem pociągnąłem za hamulec, co sprawiło, że z impetem uderzyła o fotel roztrzaskując sobie głowę. - Wybacz brachu, ale ona nie może uciec!
Usłyszałem tylko jakieś pomruki wydane na znak zgody, a zaraz potem dźwięk otwieranych drzwi. Prędko wyskoczyłem z samochodu i sprintem zmierzałem w stronę uciekinierki.
   - Koniec pierdolenia się! - warknąłem dościgając kobietę i waląc ją łokciem tak, że straciła przytomność. - Asmyr! Chodź tu z workiem!
Posłuszny przyjaciel spełnił moje żądanie, a zaraz potem z powrotem wszyscy w trójkę znajdowaliśmy się na pokładzie, tego nieszczęsnego samochodu.
   - Z nią będą problemy, mówię ci Wolt… - powiedział z niespodziewaną stanowczością. - Niezła z niej kocica, ale sam wiesz, że koty to szuje…
   - No, ale co ja ci poradzę? - rzuciłem ponownie przyśpieszając. - Przecież teraz jej nie wyrzucimy, a dla mnie wypuszczenie jej byłoby ciosem poniżej pasa!
Wymieniliśmy ze sobą krótkie spojrzenia w lusterku, po czym resztę drogi spędziliśmy w ciszy, patrząc tylko na widoki zza okna, które były jak zwykle oszałamiająco piękne. Mroczna pustynia skąpana w świetle księżyca dawała temu miejscu jeszcze więcej uroku niż zwykle.

 ***

   - W końcu… - szepnąłem, a moje zmęczone oczy od wysiłku z całego dnia dosłownie zamykały się pod swoim ciężarem. Byliśmy na terenie opuszczonego centrum handlowego, które przerobiliśmy tak, by było w pełni funkcjonalne. Powoli wjechałem do zadaszonego budynku i sunąłem po drodze prowadzącą na kolejne piętra. Tytani mają dość sporo członków, wręcz za dużo, by wymieniać, więc parking również podzielony jest na kilka stref. Ja zawsze jadę najwyżej do strefy Vip, która przysługuje tylko mi i Asmyrowi, wjazd do niej zastrzeżony jest hasłem, które również tylko my znamy. Zaraz, gdy tylko wyłączyłem silnik głośno mruczącej maszyny, wyciągnąłem z auta irytującą kobietę i nie patrzą czy wlokę ją po ziemi, zmierzałem w stronę naszego mini więzienia, albo inaczej mówiąc izolatek.
   - As! Rzuć klucze! - krzyknąłem, a już dwie sekundy późnej w mojej ręce znajdował się podłużny kawałek metalu. Pośpiesznie otworzyłem drzwi i szybkim ruchem wepchnąłem do tego małego i mrocznego pomieszczenia młodą damę.

poniedziałek, 10 października 2016

OD Jane CD Nick


„Idiotko, po cholerę zaczepiałaś kolejnego typa?” – zganiłam się w myślach, czując palce zawiązujące chustkę z tyłu mojej głowy. – „Związana, ślepa, bezbronna.. jadąca do jakiegoś kurwa burdelu, zajebiście.”
Rzuciłam się mocniej, w momencie gdy mężczyzna odsunął się ode mnie. Niestety, moje plecy natrafiły jedynie na zamknięte w pośpiechu drzwi auta, przez co jedynie nabawiłam się kolejnych siniaków. Syknęłam wściekle, czując pulsujący ból w okolicach kręgosłupa.
   - Spokojnie młoda – usłyszałam odpowiedzi na swoje nieudolne próby wydostania się.
Samochód zatrząsnął się lekko, co wskazywało na to, że drugi mężczyzna z powrotem wsiadł do czarnej maszyny. Usłyszałam odgłos odpalanego radia, które już po chwili wydało z siebie dźwięki nijakiej, rockowej ballady. Partnerzy wydali zadowolone okrzyki, pogłośnili piosenkę na maxa, po czym zaczęli wydzierać ryja (delikatnie mówiąc) do wyraźnie nieznanych sobie słów.
Westchnęłam cicho, myśląc nad tym, czy obrabiając jednego mniej uniknęłabym takiego losu. W sumie, nie mogłam spodziewać się porażki. Wszystko zazwyczaj wygląda prosto: po zmroku zaczepiam jakiegoś młodziaka na pozbawionej tłoku ulicy, łapię go w kozi róg, wyjmuję nóż i zabieram kasę pod groźbą kilku dźgnięć. Skąd miałam wiedzieć, że akurat ten się nie zła.. no właśnie, nóż!
Zadowolona z lekko opóźnionej spostrzegawczości, wymacałam dłonią kieszeń, w której zawsze trzymałam swoje małe ostrze. Ku mojej radości, bez problemu mogłam nie tylko dosięgnąć jej, jak również wyciągnąć broń oraz wepchnąć ją pod krępujące mnie liny. Teraz potrzebowałam tylko zasłony dymnej.. Gwałtownie szarpnęłam się, wykrzykując spod chustki najróżniejsze bluźnierstwa skierowane pod adres porywaczy. Wierciłam się i przekręcałam, aż w krótce tracąc równowagę spadłam na dywanik leżący za siedzeniem przedniego pasażera, wcześniej silnie uderzając barkiem o skórzany fotel. Zdziwiony kierowca przyciszył muzykę.
   - Stary, sprawdź co dzieję się z tyłu – rozkazał przyjacielowi, nie odrywając wzroku od ulicy. – No chyba że chcesz, żebym wpakował nas w jakąś latarnię.
Mężczyzna siedzący na fotelu o który walnęłam, odwrócił się, szybko wyłapując moją postać wzrokiem.
   - Nie złapaliśmy foczki, tylko waleczną lwicę – powiedział z przekąsem. – Niestety, coś jej nie wyszło i z kocicy została mokra plama na twoim dywaniku.
   - Mam nadzieję, że to z mokrą lamą jest tylko przenośnią – zaśmiał się obrzydliwie drugi porywacz. - Zatrzymujemy się, żeby ją poprawić?
   - Nie ma po co – stwierdził po chwili pierwszy. – Tak czy siak nie da nam spokoju.. no trudno panienko, następne czterdzieści kilometrów pojedziesz tam.
Obydwaj wybuchli śmiechem, ponownie pogłaśniając radio, z którego tym razem powolnie sączyła się piosenka żywcem wyciągnięta z epoki romantyzmu.
„I w ten sposób załatwiłam sobie przepustkę do wolności” – pomyślałam z zadowoleniem.
Idealnie ułożona, zasłonięta przez sterczące do góry nogi oraz materiał fotela, zagłuszona rytmami płynącymi z radia. Szybko sięgnęłam dłonią do kieszeni, wciągając z niej nóż. Przekrzywiłam rękę, by uzyskać dostęp do krępujących mnie szmat, pod które delikatnie wsunęłam ostrze tak, aby nie uszkodzić i tak pełniej zadrapań skóry. Po chwili, upewniając się, że żaden z porywaczy nie zawraca sobie mną głowy, rozpoczęłam żmudny proces przecinania grubego materiału.

niedziela, 9 października 2016

OD Nick’a CD Jane

Późnym wieczorem żwawym krokiem zmierzałem w stronę mojego domu. Z każdego zakątka ulicy słychać było głosy, śmiechy i dość kiczowate rapy. Zarzuciłem na głowę kaptur, przyodziałem się w moją ukochaną chustę i założyłem czarne okulary. Znów poczułem się młody, jak za czasów wojny.
   - Ej ty! - zawołała do mnie nieznajoma ubrana w ciemne dżinsy i bluzkę na ramiączkach. - Nie jesteś za młody na włóczenie się po nocy?!
Zatrzymałem się obok niej zdjąłem okulary i chustę, po czym popatrzyłem na nią kpiąco, dopiero teraz dostrzegła jak jestem stary.
   - Chcesz jeszcze coś dodać panienko? - rzuciłem, oglądając ją od góry do dołu. - Swoją drogą czemu ty włóczysz się sama po nocy? Nie boisz się obcych? - mówiłem, po czym złapałem ją lekko za policzek i zacząłem gładzić jej skórę.
Od razu odepchnęła moją rękę i spłoszona już miała krzyczeć, jednak zatkałem jej buzie dłonią i wyjąłem Ernę z kieszeni spodni.
   - Od kiedy to zaczepia się starszych? - warknąłem szyderczo i uśmiechnąłem się szeroko. - Pójdziesz ze mną moim chłopcom przyda się nowa zabawka!
Złapałem ją boki, wepchnąłem w bezludną uliczkę i związałem jej usta, ręce i nogi jakąś szmatką leżącą obok. Przystawiłem telefon do ucha z wybranym numerem do Asmyra.
   - Siema!-usłyszałem w pierwszej sekundzie rozmowy, jak zwykle uradowany głos przyjaciela. - Coś się stało?
   - Tak mam dość spory balast… chyba jakaś… no wiesz… z night clubu… - tłumaczyłem lekko jąkając się, jednak już po chwili w słuchawce usłyszałem głos: „Oczywiście, rozumiem, za sekundę będę!”. Popatrzyłem w stronę kokoszącej się młodej damy, która w panice szarpała się w uwięzi.

***

Już po paru minutach dostrzegłem czarne BMW zatrzymujące się na ulicy, szybko wstałem i wziąłem moją zdobycz.
   - Ładna foczka brachu! - wrzasnął rozbawiony i najpewniej piany Asmyr, niestety nigdy przez telefon nie umiałem ocenić czy jest pod wpływem alkoholu. - W końcu kogoś wyrwałeś!
   - Dobra, dobra! Siadasz z tyłu! - powiedziałem, wrzucając nieznajomą na tyle siedzenie auta. - Ej ty „moja foczka”! - zawołałem z przekąsem siadając za kierownicą. - Miłej podróży z moim przekochanym przyjacielem! A i jeśli już o tobie mowa As, zwiąż jej oczy, nikt nie może wiedzieć gdzie jedziemy.
Tylko skinął głową, posłusznie wykonując moje polecenie. Pogłośniłem muzykę na ful, tak że czuć było drgania.
   - To śpiewamy! - ryknąłem wesoło, po czym razem z przyjacielem zaczęliśmy wydzierać się, przy utworach, których nawet nie znaliśmy.

niedziela, 9 października 2016

"Co zrobisz, gdy ktoś ci przystawi nóż do szyi, a ty akurat dostaniesz czkawki?"



Dane: Asmyr Riddle
Pseudonim: As, Rid, Riddl, Myr, Smyr toleruje każde zdrobnienia swojego imienia bądź nazwiska.
Płeć: Mężczyzna.
Wiek: 28 lat
Praca: Prowadzi nielegalne interesy (trawka, kobiety itd.) z których trzepie mnóstwo kasy.
Grupa: Prawa ręka szefa Tytanów, główny dostarczyciel broni.
Charakter: Asmyr mimo swoich niepowodzeń wyrósł na pozytywnego, zabawnego i przyjacielskiego człowieka. Nick jest jego najlepszym przyjacielem, jednak również wzorem, do którego powoli brnie. Ich charaktery są dość podobne przez co są dopasowani jak dwa kawałki puzzli.
Cechy szczególne: Jego oczy są innego koloru, ma sztuczną skórę.
Historia: Rid przez poważny wypadek na strzelnicy, nie pamięta nic z dzieciństwa oprócz tego, że wychowywał się w domu dziecka. Przez wiele lat był sam bez opieki, której pilnie potrzebował podczas leczenia po wypadku. Dopiero w wieku 19 lat pomocy udzielił mu Nick Walter, znany też jako Marcus Stone. Sfinansował on skórę potrzebną mu do normalnego funkcjonowania. Mimo, że mężczyźni przestali się wspomagać finansowo to i tak nadal się spotykali. Niemalże po roku dożywotnie się zżyli, od tamtej pory są sojusznikami i przyjaciółmi. Mimo bardzo drogiej operacji, Asmyr ma poważne problemy ze strzelaniem, przez co może posługiwać się tylko nożem.
Rodzina: Pochodzi z sierocińca, w którym miał samych wrogów.
Orientacja: Od zawsze lubił chłopców, jednak kobietami nie gardzi, homo.
Partner: Jeszcze nie spotkał podobnego człowieka do siebie oprócz Nicka, jednak on jest hetero.
Potomstwo: Brak
Inne: Lubi kokosowe mleko, ma psa rasy Cane Corso, chociaż ma bliską styczność z narkotykami nigdy ich nie zażywał.
Właściciel: Thomas

niedziela, 9 października 2016

„Nie ma gor­sze­go połącze­nia niż broń, głupo­ta i strach. Wszys­tkiego naj­gor­sze­go można się wówczas spodziewać.”



Dane: Znana jest pod wieloma, fałszywymi nazwiskami, jednak oficjalnie nazywa się Jane Smith.
Pseudonim: Biada tym, którzy w jakikolwiek sposób spróbują zmodyfikować jej imię bądź nazwisko. Najlepiej mówić na nią per. Smith lub Sam (przezwisko to towarzyszy jej od czasów szkolnych), jednak w wyjątkowych sytuacjach dopuszczalne są również zwroty Jane bądź ewentualnie ‘ej, ty tam’.
Płeć: Niezaprzeczalnie kobieta.
Wiek: Urodzona w roku 2145, swoje dwudzieste ósme urodziny obchodzić będzie 21 listopada.
Praca: Teoretycznie z wykształcenia jest biologiem, jednak przez zanieczyszczenie prawie 100% ziem planety, osoby z jej zawodu stały się praktycznie bezwartościowe. W chwili obecnej Jane utrzymuje się z pieniędzy przekazywanych bezrobotnym przez państwo, oraz małych rabunków. Krótko mówiąc, jest kieszonkowcem.
Grupa: Działająca samotnie, przedstawicielka grupy Otros.
Charakter: Łatwo irytująca się oraz nieprzewidywalna kobieta. Nieustępliwa, uparta człowieczyna, która gdy raz się czegoś złapie, nie puści prędko. Ceni sobie samotność oraz prywatność, jednak w niektórych sytuacjach potrafi przyczepić się niczym rzep do sierści, wpychając nos w nie swoje sprawy. Trudno nawiązuje kontakty międzyludzkie, przez co śmiało można nazwać ją aspołeczną. Nienawidzi wplątywać się w głębsze relacje, jednak gdy uda ci się zdobyć jej szacunek, możesz liczyć na oddanie oraz lojalność z jej strony.
Cechy szczególne: Blizna na prawej nodze, ciągnąca się od połowy uda do kostki – pamiątka po pewnym nieprzyjemnym incydencie, o którym kobieta stara się nie wspominać.
Historia: Jane urodziła się 21 listopada 2145 roku na obrzeżach Londynu, w małej, ubogiej rodzinie.
Jej rodzicielami byli Vincent oraz Emilly Smithowie – para kochających oraz dobrodusznych postaci, która od samego początku zapewniała jej bezpieczeństwo, pożywienie oraz dach nad głową. Dzieciństwo minęło błyskawicznie, w towarzystwie miłości, szalonych zabaw oraz skocznych, dziecięcych rymowanek śpiewanych przez nią na każdym kroku. Dopiero w wieku dwóch lat Jane dane było poczuć pierwsze rozczarowanie, spowodowane nagłym rozstaniem jej rodziców, których to tamtej pory uważała za wzór idealnego związku. Emilly odeszła od rodziny od nowego partnera, zostawiając rozczarowaną dwójkę sam na sam.
Rok później do Smith’ów dotarła informacja o impulsywnym małżeństwie kochanków oraz niespodziewanej ciąży, która zmusiła młodą parę do przyjęcia owego sakramentu. Male serduszko Jane rozpadło się na myśl, że matka, którą mimo wszystko kochała, będzie miała kolejne dziecko.
W przeciągu dwóch lat do ich skrzynki dostarczanych było wiele listów oraz pocztówek, przedstawiających młodą parę oraz ich ślubną córkę. Nastoletnia wtedy Sam z trudem patrzyła, jak ojciec coraz bardziej ugina się pod ciężarem żalu skierowanego do byłej partnerki. W pewnym momencie jej dziecięca główka podsunęła perfidną myśl – ‘A co, jeśli to przez ciebie tatuś jest smutny?’.
W drugą rocznicę narodzin dziecka państwa Walkerów, Smithowie otrzymali powiadomienie o oficjalnej ceremonii chrzcin dziecka. Dziewczynka już wkrótce miała oficjalnie otrzymać imię Emma, ku pamięci prababki Vincenta. Z tamtego dnia Juliett pamięta jedynie płaczącego tatę, drącego kawałek papieru na miliony małych kawałeczków, opadających na ziemię niczym niebieskawe płatki śniegu.
Mimo wcześniejszych wątpliwości, ojciec postanowił zabrać córkę na uroczystość, z zamiarem przedstawienie jej Emmi. Bądź, co bądź, były siostrami, więc Vincent nie chciał odebrać June przyjemności dorastania w pogodnej atmosferze wprowadzanej przez młodsze rodzeństwo. Ku jego radości, córka zakochała się w Emmie od pierwszego wejrzenia.
Ich życie wróciło na normalny tor, Vincent wraz z córką przestali wspominać przeszłość z tęsknotą, a mała Emma wprowadziła promyczek nadziei do ich szarego i monotonnego planu dnia. Wszystko wydawało się iść w dobrą stronę. Jane pozwoliła sobie nawet na małą myśl, przedstawiającą przeszłość w korzystnym świetle.. oh, jak bardzo się myliła.
Pewnej nocy doszło do potwornego aktu zbrodni – gardło pani Walker zostało brutalnie podcięte, powodując niemal natychmiastowy zgon. Oszalały z gniewu Luis Walker – ojciec Emmy – bezpodstawnie oskarżył Vincenta o dokonanie morderstwa, w geście zazdrości o wręcz idealne życie kobiety u boku innego partnera. Doszło do szamotaniny, która zakończyła się wypływem bluźnierstw oraz kilkoma nadszarpniętymi ścięgnami. Sam razem z ojcem wyprowadziła się do Londynu z nadzieją odnalezienia nowego sensu istnienia.
W tym właśnie kluczowym momencie wybuchła wojna, podczas której Vincent Smith został zamordowany przez żołnierzy 3 oddziału wojsk przeciwnika. Jane została sama na złym, wyniszczonym przez bitwy świecie, by już wkrótce stać się równie zepsutą co on.
Rok po powstaniu Hrondy ukończyła rozpoczętą przed sześcioma laty szkołę zawodową z kierunkiem biologicznym.
Rodzina:
Śp. Ojciec – Vincent Smith
Matka – Emilly Smith / Walker
Przybrana siostra – Emma Walker
Orientacja: Bez wątpienia Heteroseksualna.
Partner: Nie sądzi, aby zdolna była pokochać kogoś w momencie, gdy wrogim nastawieniem darzy ją praktycznie każda napotkana osoba. No chyba, że trafi się wyjątek, w co kobieta wątpi..
Potomstwo: „Jaki człowiek w TAKICH czasach porywa się na rodzicielstwo?” – prycha kobieta za każdym razem, gdy ktoś zadaje jej to pytanie.
Inne:

 - Cierpi na bezsenność, przez co dużą część nieuczciwie zarobionych pieniędzy przeznacza na leki nasenne.  
 - Chorobliwy strach przed pająkami uznaje za swój jedyny słaby punkt.
 - Zawsze nosi przy sobie mały, wyposażony w drewnianą okładkę notatnik.
 - W młodości interesowała się jazdą konną oraz łucznictwem.

 Właściciel: Kufikiri [HW]

piątek, 7 października 2016

„Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość.”


Dane: Służbowo nazywa się Marcus Stone, jednak wśród swoich znany jest z prawdziwego imienia i nazwiska Nick Walter.
Pseudonim: Ze względu na jego imię nazywają go Nikt lub w odosobnionych przypadkach, po prostu nazywają go po nazwisku. Nieznajomi zwą go Markiem, Woltem lub najrzadziej anonimem.
Płeć: 100% Mężczyzna
Wiek: 33 lata, mimo wieku badania wskazały, że fizycznie kończy 19 lat, urodziny odchodzi 30 września.
Praca: Nick jest znanym na skalę światową informatykiem, jednak w świecie biznesu znany jest jako Marcus Stone, pracuje dla prestiżowych jak na nasze czasy firm, robi interesy z ważnymi ludźmi, jednakże za ich plecami rządzi nielegalną grupą, z którą urządza różnego rodzaju prowokujące akcje.
Grupa: Przywódca „tytanów”.
Charakter: Pseudonim Nikt nie bierze się jedynie z imienia, pochodzi ono też z jego charakteru jako, że nikt inny nie jest tak niezależny, silny psychicznie i fizycznie jak on. Z natury cierpliwy, jednak równocześnie wybuchowy, wzrokiem sparaliżuje nawet największego kozaka, nie lubi chojrakowania i wywyższania się, najczęściej wpada z takimi osobami w konflikty. Nienawidzi gdy mu się rozkazuje, przerzedł swoje i ma tego po dziurki w nosie. Wszystkich traktuje tak samo, nie ma taryf ulgowych ani dla mężczyzn ani dla kobiet. Dosyć ciężko zdobyć jego zaufanie, jednak gdy już się komuś to uda zdobędzie jednego z wierniejszych i godnych zaufania sprzymierzeńców. Nie znosi oszustw, jednak zdarza mu się czasem je popełniać, kocha od czasu do czasu wymknąć się z miasta w zaciszne miejsce, by spędzić trochę sam na sam z myślami i przy jego ukochanej towarzyszącej mu zawsze i wszędzie spluwie, którą nie wiadomo dlaczego nazwał i to imieniem swojej byłej miłości, która złamała mu serce (Erna).
Cechy szczególne: Ma wytatuowane chyba wszystkie miejsca na ciele oprócz twarzy, na jego prawym ramieniu znajduje się wielka blizna od postrzału, ma jedną nogę dłuższą od drugiej.
Historia: Walter jak to najzwyczajniejszy dzieciak chodził do szkoły, uczył się i unikał niebezpieczeństw, jednak wszystko zmieniło się odkąd skończył 18 lat, jego ojciec Max zaczął namawiać go do pracy w wojsku, a konkretniej na poligonach, naiwny jeszcze Nick zgodził się bez zastanowienia, podpisując jednocześnie umowę, że spędzi tam 2 lata na dwóch wybranych stanowiskach. Postanowił, że pójdzie w stronę strzelnictwa i informatyki. Po roku zmęczony wietrznym treningiem i stęskniony za matką podjął się swojej pierwszej misji, jednak przez rozkojarzenie, które mu wtedy towarzyszyło został poważnie ranny w prawe ramie. Na wpół martwy został przetransportowany do najbliższego ośrodka medycznego i tam zbadano go i poddano najróżniejszym testom, co wykryło u niego rzadką chorobę genetyczną. Po półrocznym zwolnieniu ponownie wrócił do swojej jednostki i wbrew swojej woli kontynuował szkolenie. Szło mu okropnie, niedowład w prawej ręce spowodowany postrzałem nie pozwalał mu celnie strzelać, więc mimo jego oporu zmuszono go do powtórzenia całego 2 letniego szkolenia. Dopiero po czterech latach zakończywszy swoją umownie 2 letnią służbę powrócił do domu, a jego zdolności strzeleckie jak i informatyczne wykraczały poza wszelkie granice. Gdy tylko skończył 23 lata wyprowadził się z domu i zaczął rozwijać się w kierunku informatycznym. Niedługo, bo po niespełna 2 latach rozpoczęła się krwawa i potężna Wojna Atomowa, która o włos nie zakończyła się śmiercią ludzkości. Nick sam w niej uczestniczył, należał do 3 Oddziału zwanego „Niewidzialnym”, w którym był przywódcą. Po 4 latach powrócił cały i zdrowy do domu, jednak na wojnie zginęła jego młodsza siostra, podczas jednego z ataków dostała w głowę i na jego oczach osuwała się na podłogę bez życia. Przez następne parę lat robił karierę informatyczną i w sumie robi ją do tej pory, jednak gdzieś w wieku 30 lat założył nielegalną grupę mającą na celu obalić powstały rząd.
Rodzina: Max Walter, Sydney Walter i jego zmarła 2 lata temu, 20 letnia siostra Terra Stillson.
Orientacja: Interesują go wyłącznie kobiety! (Hetero)
Partnerka: W jego życiu było naprawdę dużo kobiet, każdą traktował tak samo wykorzystywał, po czym zostawiał, do czasu, aż jedna z tysięcy zalotniczek skradła mu serce, byli ze sobą długi czas i Nick zaczął nawet myśleć, że to ta jedyna na całe życie, jednak ona potraktowała go tak jak on przeciętną dziewczynę. Od tamtego czasu Walter ostrożnie obchodzi się z płcią piękną i stara się nie ranić jej na każdym kroku.
Potomstwo: W swoim dość krótkim życiu zaliczył parę wpadek, jednak nigdy nie zamierza wychowywać dzieci!
Inne: Umie grać na gitarze i ma parę swoich kawałków, kocha najnowszą technologię, od zawsze interesował się strategią i obmyślaniem planów, lubi gry planszowe, puzzle i łamigłówki, choruje na chorobę genetyczną (ma dwie różnej długości nogi, różnica wynosi nieco ponad 2 cm), jednak minimalnie wpływa to na jego zdrowie, samopoczucie czy cokolwiek innego.
Właściciel: Thomas – Howrse
© Halucynowaa | WS | X X X